Pokój

Go down

Pokój

Pisanie by Armand Crow on Wto Lut 25, 2014 8:10 pm

avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Wto Lut 25, 2014 8:12 pm

Znowu go tu przywiało. Kolejny raz w tym tygodniu przyszedł pod budynek, w którym znajdowało się mieszkanie Crowa. Wiedział, był tego pewien na sto procent, bo zdarzało mu się go czasami śledzić i pewnego razu wszedł właśnie do tego budynku. Potem jeszcze raz, i jeszcze. Raczej to było jego mieszkanie... no chyba, że odwiedzał kogoś tak często. Może ma tutaj kobietę? W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego. Anton wiedział, że rodzice Armanda postawili mu warunek. Miał wybierać, albo oni, albo Anton. Jakoś tak się dziwnie stało, że Georgijew podjął tą decyzję za niego - wolał odejść, zniknąć, niż unieszczęśliwiać ukochanego. Tak, tak to odbierał - że gdyby Crow został z nim, a zaprzestał kontaktów z rodzicami i siostrą, byłby nieszczęśliwy. A przecież chciał jego szczęścia, bardziej niż swojego nawet! Jak mógł więc pozwolić, żeby Carrow odsunął się od swojej rodziny? Musiał zniknąć. Usunąć się w cień i pozwolić mu żyć swoim życiem. Pewnie znalazł już sobie dziewczynę, może nawet narzeczoną... zresztą, minął rok - mógł być już żonaty na dobrą sprawę. Czy faktycznie był - tego Antoś nie wiedział. Jego czarne myśli podpowiadały mu jedynie, że teraz na pewno jest szczęśliwszy. Nikt nie robi mu scen zazdrości w Wielkiej Sali, nikt na niego nie krzyczy, nikt nie płacze, nie wymachuje butelką whisky ledwo stojąc na nogach... na pewno bez niego było mu lepiej.
A on tęsknił, bardzo. I w końcu nadszedł dzień, kiedy Anton postawił wszystko na jedną kartę. Wszedł na klatkę schodową i zastukał mocno w drzwi. Miał nadzieję, że wybrał dobrze... Jak zwykle śmierdziało od niego alkoholem, jakimś tanim, może winem albo wódką, ale również papierosami. Zaczął palić dopiero po swojej 'ucieczce'. Właściwie nie sam z siebie, towarzystwo go do tego nijako zmusiło. A przez towarzystwo rozumiem niezbyt przyjemnych, bezdomnych typów. Niewątpliwie byli to mugole, ale nie zauważyli, że ich nowy, młody koleżka jest czarodziejem. Anton nie używał czarów od niepamiętnych czasów. Miał przy sobie różdżkę zawsze, to oczywiste, ale nie korzystał z niej. Nie widział potrzeby. Sypiał w bardzo dziwnych miejscach, otaczał się dziwnymi ludźmi, wyglądał na zaniedbanego - ale nadal dzieciaka. Bo przecież miał zaledwie dziewiętnaście lat, to jeszcze bardzo młody wiek. Nie za bardzo pasował do mugoli z którymi się włóczył, no ale cóż poradzić - sam sobie zgotował ten los.
Zacisnął palce, czekając aż Crow łaskawie otworzy mu drzwi. W miarę jak czas płynął miał wrażenie, że nie powinien tutaj być i to wrażenie rosło, aż wreszcie zaczął się powoli wycofywać. Bał się konfrontacji, ale chciał mu złożyć życzenia urodzinowe. Przecież po to tu przyszedł.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Wto Lut 25, 2014 10:45 pm

Crow wciąż przeżywał swoje ostatnio morderstwo, mimo, że zdarzyło się to już jakiś czas temu. Chłopak (bo przecież wciąż był ledwie chłopakiem - dziś miał właśnie dopiero dziewiętnaste urodziny) stracił rachubę, jak dawno, ile dni minęło czy tygodni.I tak wciąż nawiedzały go przerażające myśli, że mu się... podobało. Przypominał sobie wciąż, jak rozkoszował się tym morderstwem, cierpieniem kobiety, którą torturował, jak wymyślał coraz to nowsze i ciekawsze sposoby na sprawianie jej bólu. Czuł niemal smak jej krwi, jej zapach, smak jej łez.
Cholera. Był tym wszystkim przerażony Nie spodziewał się po sobie czegoś takiego - ta kobieta może i była jedynie półkrwi, może była zdrajczynią krwi. Tak. Oczywiście, należała jej się kara. Ale wciąż - była człowiekiem, była żywą istotą, a on specjalnie przedłużał jej cierpienie, bo mu się to wszystko tak piekielnie podobało.
Zaczął się bać siebie samego, tego, do czego jeszcze może być zdolny. Więc żeby nie myśleć - chlał. Teraz właśnie docierał do dna pierwszej butelki Ognistej i nie zamierzał na tym poprzestać. Były w końcu jego urodziny, prawda? Śnieg tak pięknie prószył za oknem, okrywając świat białym puchem, mrok już dawno zapadł i latarnie rzucały przyjemne pomarańczowe światło. To szczęście, że Crow znalazł tak tanie mieszkanko w starej części miasta - teraz miał z okna widok niesamowicie romantyczny. Tak przynajmniej o tym teraz myślał z sarkazmem, praktycznie nie odsysając się od szyjki butelki.
Początkowo miał zamiar zignorować stukanie w drzwi, udać, że w ogóle go nie było. Jednak zdawało mu się, że się ono powtarza, a przynajmniej jego umysł tak twierdził. Skrzywił się więc, kiedy usłyszał je po raz kolejny, a za chwile zmienił w zębach przekleństwo, odstawił z hukiem flaszkę na stolik i powlókł się, balansując ręką, do drzwi. Oparł się o nie potrzebując chwili na opanowanie wirowania świata, po czym odsunął rygle i nacisnął klamkę.
Za każdym razem, kiedy ktoś do niego przychodził, miał nadzieję, że za drzwiami ujrzy Antona. Irracjonalne, owszem, bo skąd niby Anton miałby w ogóle wiedzieć, gdzie on mieszka? Poza tym - zniknął. Pewnie miał teraz swoją rodzinę i Armand nie był mu już potrzebny. Nic dziwnego zresztą,to tylko on miał jakieś chore pomysły i dziwny ból serca, jakby był jakąś romantycznie usposobioną pensjonarką. Dlatego też pukającą osobą, stojącą za drzwiami okazywała się niezmiennie właścicielka mieszkania.
Poza tym, dla Antona to nawet lepiej, że nie było go przy Armandzie, skoro ten był teraz śmierciożercą. Georgijew nie był przynajmniej na nic narażony i nie musiał znosić obecności mordercy tak blisko siebie.
Tym razem jednak Crow nie mógł uwierzyć własnym oczom. Stał jak wryty, z szeroko otwartymi oczamii rozchylonymi ustami, wstrzymując oddech i nie mogąc się poruszyć. Cały świat, cały czas stanęły w miejscu, on sam nic nie słyszał, oprócz dudnienia własnego serca.
- Anton... - niemal wyszeptał, nie mogąc wydobyć z siebie głosu ani nawet poruszać ustami.
Wyciągnął niepewnie rękę, bojąc się, że ta wizja nagle się rozwieje, że to się okaże jedynie zwidami. Musnął delikatnie jego kurtkę końcami palców. Poczuł to. Anton się nie rozprysł. Crow zacisnął więc palce na rękawie jego kurtki, a po chwili przyciągnął go do siebie i przytulił mocno, rozpaczliwie, trzymając teraz jak cenny skarb, nie chcąc już nigdy wypuszczać go z rąk. Wplótł palce jednej dłoni w jego włosy, drugą zaciskając kurczowo na jego plecach. Nadal nie bardzo mógł oddychać i teraz wręcz drżał - nie na tyle, żeby było to widoczne, ale na tyle, że Anton pewnie to czuł. Crow łapał krótkie, spazmatyczne oddechy czując, jak gardło mu się ściska, mimo usilnych prób tłumienia tego. Wtulił twarz w jego szyję i zacisnął mocno powieki i zęby, próbując teraz samemu się nie rozpaść.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Wto Lut 25, 2014 11:04 pm

Westchnął cicho, naprawdę wycofując się lekko i obawiając się, że najzwyczajniej w świecie Crowa nie ma w domu, albo że po prostu robi coś na tyle ważnego, że nie otwiera. Mógł też nie życzyć sobie żadnych wizyt. Były jego urodziny, miał do tego święte prawo. Jednak gdy zobaczył jak klamka się porusza i usłyszał szczęk zamka, zamarł. Dosłownie. Odebrało mu oddech, zdolność ruchu, nie pamiętał już jak się nazywa, nie wiedział gdzie jest i po co przyszedł. Wiedział tylko kto przed nim stoi. Crow. Jego Crow.
Nie zdążył nic powiedzieć, bo zobaczył wyciągniętą w jego stronę dłoń. Nie zareagował, właściwie nie bardzo wiedział jak. Po chwili jednak poczuł jak Crow go łapie, przyciąga do siebie i chwilę później zatonął w jego ramionach. Wtulił twarz w jego ramię, wzdychając cicho i obejmując go mocno w pasie. Nie spodziewał się takiego przywitania. Zastanawiał się nawet przez sekundę czy mu się to nie śni, ale dotyk Crowa, jego zapach, jego ciało... to wszystko było tak realne, że nie było mowy o pomyłce. On go naprawdę do siebie przytulił. Czym sobie na to zasłużył? Niczym, przecież nie było go przy nim przez cały rok. Najwyraźniej jednak, sądząc po tym przytuleniu, nie tylko on się stęsknił. Pogłaskał go łagodnie po plecach, nieco niepewnie, nie bardzo wiedząc ile mu wolno, na co może sobie pozwolić i wsunął dłoń w jego włosy. Masował przez chwilę uspokajająco skórę jego głowy, potem zsunął palce na kark, a później zacisnął na nim paluszki i odsunął go od siebie lekko. Chciał, żeby na niego popatrzył, a potem - jeśli zechce - mogą się tulić dalej.
- Wszystkiego Najlepszego, Car-row. Przepraszam, nie powinienem się pojawiać tak bez zapowiedzi, mogłeś być przecież zajęty... zapewne i tak przeszkadzam... ale w każdym razie chciałem tylko osobiście złożyć Ci życzenia.
Po chwili wahania obrócił jego twarz bardziej ku sobie i pocałował delikatnie. Wahanie nie polegało na tym, czy chce tego pocałunku, tylko czy w ogóle po takim czasie miał prawo to robić. Pogłaskał go lekko po boku jego szyi i oparł czoło o czoło chłopaka. Czuł od niego Ognistą Whisky. Niegdyś jego ulubiony alkohol. Teraz jakoś nie było okazji by napić się magicznych trunków, więc zadowalał się tymi mugolskimi. Dzisiaj jednak Tosiek nie był za bardzo wstawiony, wypił jedynie dwa kieliszki czystej na pobudzenie do działania. Pobudziło, odrobinę - przynajmniej tu przyszedł. Ale co więcej się zdarzy - zobaczymy.
- Niech się spełnią Twoje wszystkie marzenia, mon ange.
Dodał nieco ciszej, prawie do jego ucha i potarł policzkiem o jego ramię. No i teraz pozostawało mieć nadzieję, że mu nie przyłoży.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Sro Lut 26, 2014 3:22 am

Niechętnie się od niego odsunął. Bardzo niechętnie, praktycznie zmuszając się do tego, jednak wciąż zaciskał palce na rękawach jego kurtki, kurczowo, tak, że pobielały mu kostki. Naprawdę podświadomie bał się, że jeśli tylko puści Antona - ten zniknie.
Pocałunek oddał właściwie odruchowo, nie myśląc o tym - wciąż był w zbyt wielkim szoku, żeby się nad tym zastanawiać czy żeby włożyć w swój pocałunek całą tę miłość, którą żywił do Georgijewa. Wciąż patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, nie całkiem słysząc, co chłopak do niego mówi, nie docierało to do niego, dopiero ostatnie słowa Antona przebiły się jakoś do jego świadomości. I to jego "Car-row" i "mon ange"... Crowowi zakręciło się w głowie i gardło ścisnęło mu się jeszcze bardziej, poczuł też jeszcze silniejszy, wypychający powietrze z płuc ucisk w klatce piersiowej i sapnął tak, jakby szlochał. Bo w sumie to był szloch, tylko powstrzymywany, bezgłośny, zamaskowany dodatkowo tym, że chłopak puścił wreszcie przyjaciela i odwrócił się bokiem do niego, żeby zamknąć drzwi. Zatoczył się na nie właściwie, opierając się na nich całym ciężarem ciała. Oparł czoło o drzwi, zamykając oczy i oddychając przez chwilę ciężko i nierówno, starając się opanować, po czym wreszcie zasunął rygle i znów spojrzał na Antona trochę mętnym od alkoholu wzrokiem. Był potargany i w rozchełstanej białej koszuli, zapiętej jedynie na kilka guzików i powyciąganej miejscami ze spodni. Teraz wyglądał, jakby zamierzał walczyć z Antonem, nie pozwolić mu wyjść i bronić drzwi. Tak, jasne, że Bułgar mógł się zwyczajnie teleportować, ale Crow nie myślał teraz trzeźwo i racjonalnie. W ogóle jego działania były bardziej podświadome.
Wreszcie jednak otrząsnął się trochę z tego szoku i podszedł znów chwiejnie do Antona, wyciągając do niego drżącą rękę. Położył dłoń na jego policzku i uśmiechnął się, wciąż walcząc z uciskiem w gardle i klatce piersiowej.
- Jdno moje marznie już się sfełniło. - wybełkotał. A ponieważ był pod silnym wpływem alkoholu, jego hamulce prawie nie działały, więc dodał - Zossaniesz?
Gdyby był trzeźwy, pewnie bałby się zadać to pytanie. Nie wiedział przecież, dlaczego Anton zniknął, nie wiedział, co się z nim działo i czy przypadkiem nie miał już jakiejś rodziny, do której musiał wracać. I czy w ogóle wolno Armandowi go dotykać w ten sposób, czy wolno mu przytulić, pocałować... Tak, to dlatego między innymi nie rzucił mu się teraz w ramiona.
Co prawda, to pytanie równie dobrze mogło dotyczyć tylko tego wieczoru i taki był główny zamysł Crowa, niemniej... nie tylko. Chciał wiedzieć, na ile może w ogóle liczyć.
- Proszę... - wyszeptał, przysuwając się jeszcze o krok i właściwie wpadł w ramiona Antona, tracąc równowagę przez alkohol. - Przeaszm.
Wtulił się w niego, znów chowając twarz w zgięciu między jego szyją i ramieniem i przytulając go mocno do siebie.
- Zostań. Przynajmniej zisiaj. Zossań ze mną, rano wrósisz do domu... Albo pojutrze, jak wolisz. Zostań tak długho, jah chsesz, ale przynajmniej zisiaj.
Tak, zdawał sobie sprawę, że nie brzmi teraz jak ten typowy Ślizgon, którym był, jak arystokrata, zimny i wyniosły. Zresztą, na trzeźwo by się pewnie tak nie zachowywał, ale teraz naprawdę puściły mu hamulce, uszkodzone dodatkowo faktem, że Crow pił, żeby nie myśleć i przestać się bać samego siebie przynajmniej dopóki nie wytrzeźwieje.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Sro Lut 26, 2014 6:49 am

Wszedł do środka dość niechętnie. Nie zamierzał przecież zostawać na dłużej, chciał jedynie złożyć mu życzenia. Nie chciał mu przeszkadzać. Miał jednak dziwne wrażenie, że Crow naprawdę cieszy się z jego odwiedzin. I jeszcze sposób w jaki go dotykał, tak czule, niewinnie, niepewnie. Uśmiechnął się lekko, a jego oczy błysnęły. Przykrył jego dłoń swoją dłonią i przycisnął do swojego policzka, chcąc poczuć jeszcze bardziej jego bliskość, dotyk. Westchnął cicho. Nie wiedział czy w ogóle wolno mu tu teraz być, ale po chwili wahania przytulił się do niego mocno, obejmując go w pasie i chowając nos w jego ramieniu. Pachniał whisky. I takim charakterystycznym zapachem, jak to Crow.
- Do domu? - zdziwił się trochę słysząc to, ale zaraz sobie przypomniał, że przecież Crow nic nie wie, więc znów westchnął i pokręcił lekko głową. - nie, ja nie mam domu. Ojciec mnie wyrzucił, nie mogę znaleźć pracy... nie mam gdzie mieszkać, no.
Pogłaskał go delikatnie po plecach, dochodząc do wniosku, że mogło to zabrzmieć trochę tak, jakby wymagał od Crowa, że ten da mu dach nad głową. A przecież nie o to chodziło.
- Nie po to przyszedłem, nie myśl sobie... chciałem Cię po prostu zobaczyć i złożyć życzenia. I... tęskniłem za tobą. Nawet bardzo. Cieszę się, że nie zatrzasnąłeś mi drzwi przed nosem, choć powinieneś tak naprawdę. I bardzo mi miło, że chcesz żebym został. No, jeśli chcesz... tak, zostanę. Chociaż jedną noc. Więcej nie, nie chce Ci zawracać głowy...
Uśmiechnął się do niego delikatnie i oparł policzek o policzek chłopaka, pocierając nimi o siebie, a po chwili wahania pocałował go ponownie, tym razem mocniej, rozchylając językiem jego wargi i kompletnie nie zwracając uwagi na to, że smakuje whisky. Chciał mu pokazać, że naprawdę tęsknił i że .. że go kocha, jakby na to nie patrzeć. Bo to że uciekł wcale nie zmieniało faktu, że potrzebował jego obecności do szczęścia.
Tak naprawdę miał zamiar jedynie złożyć mu życzenia i odejść, ale... nie mógł. Gdy tak na niego patrzył... nie, nie mógł, nie dałby rady. Jak miałby teraz przejść do porządku dziennego? Po przytuleniu, po pocałunku, po tym jak znów poczuł ciepło jego ciała? Przez chwilę miał ochotę się rozpłakać, ale jedynie pociągnął nosem, tuląc się do niego, gdy już przestał go całować. Crow mógł tego nie chcieć, a Anton o tym zapominał. Przecież... to, że chce, żeby tu z nim został jeszcze nic nie znaczy...
Chociaż nie. Znaczy. Znaczy bardzo dużo. Wszystko, dla Antona.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Sro Lut 26, 2014 7:56 pm

Trochę go zmroziła odpowiedź, że Anton nie ma domu. Jak to nie miał?
Ten pocałunek odebrał mu na chwilę wszelkie myśli, równowagę, kontakt ze światem. Tak dawno nie czuł smaku jego ust...! Tak cholernie za tym tęsknił! Coś go ścisnęło w żołądku, zrobiło mu się cieplej i zakręciło się w głowie. Wplótł palce we włosy Bułgara, oddając pocałunek tym razem już świadomie i zatracając się w nim - po takim czasie ta chwila wydawała mu się całą wiecznością.
Odsunął się później od niego trochę, żeby spojrzeć mu w twarz i popchnął go delikatnie w stronę jednego z wielkich, staromodnych foteli w salonie. Posadził go w nim, sam nieporadnie przysunął sobie stołek, na którym usadził swoje szanowne cztery litery i popatrzył na Antona, kładąc mu dłoń na kolanie.
- Daj ssssfokój, nie przeszkazasz. Mnie seż wywalił. - wybełkotał, chwiejąc się lekko. Alkohol coraz mocniej działał. - Możesz mieszszkhać u mnie. Możesz?
Tak, znów ta niepewność, czy przypadkiem Anton kogoś nie ma. Bo przecież brak domu nie oznacza braku rodziny - mógł mieć własne życie.
Wodził cały czas nerwowo wzdłuż jego ciała, jakby chcąc zapamiętać dokładnie każdy szczegół albo dostrzec coś, co świadczyło by o tym, że Anton nie jest i nigdy nie będzie jego. Że faktycznie Crow może liczyć najwyżej na życzenia urodzinowe raz na rok, na nic więcej. Może najwyżej na wspólny kieliszek raz na jakiś czas...
Przymknął oczy i przetarł twarz dłonią, wzdychając ciężko.
- Przepraszm. To przeze mnie ćśśsię wywalił zzomu. Gdyby nie ja, wszystkho byłoby w porządku. Przepraszam.
Ukrył twarz w dłoniach i zachwiał się, mało nie spadając ze stołka.
- Nie chsiałem, żeby to się tah skhońszyło. Nie myślałem o tym, so będzie, jeśli ojsowie się dowiezą i... Nie chciałem zrobić ci krzywdy. W żaden sposób.
Tak, bo teraz Crow nabierał przekonania, że to przez to Anton się od niego odsunął; że mimo tych rozmów w ostatnim semestrze, kiedy właściwie zrobiło się między nimi nieco chłodniej z uwagi na zajścia w domu Crowa, Anton jednak mu nie wybaczył tego węża i - być może jeszcze gorzej - napaści na ojca i próby zabicia go.
- Zostań ze mną, proszę. Dam si dach nad głową, jezenie... Postaram się jakoś wynagrodzić.
Stwierdził, że bredzi głupoty i może to zabrzmieć zupełnie inaczej,niż by chciał. Że to wygląda,jakby tylko dlatego chce przyjąć Antona pod swój dach - żeby wynagrodzić. A to przecież nie o to chodziło.
Odsunął dłonie od twarzy i położył je znów na jego kolanach, patrząc mu w oczy. Nie przeszło mu jednak przez gardło to, co pomyślał: "chciałbym, żebyś ze mną został". Nie miał aż tyle odwagi. Niemniej, zapewne te słowa odbiły się w jakiś sposób w jego oczach, bo miał ochotę błagać Antona, żeby został - nie potrafił sobie wyobrazić, żeby mógł tak po prostu znów zniknąć. Nie, kiedy już wreszcie się u niego pojawił.
Crow nieświadomie zacisnął mocniej palce na jego kolanach.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Sro Lut 26, 2014 8:38 pm

Usiadł posłusznie w fotelu, nie bardzo mając jakiekolwiek wyjście. Westchnął cicho, spuszczając wzrok i wlepiając oczy w leżące na jego kolanach dłonie Crowa. Po chwili wahania nakrył je swoimi, na znak, że ma ich nie zabierać. Chciał go czuć. Po tak długim czasie ... brakowało mu jego dotyku, naprawdę. Pokręcił lekko głową i westchnął cichutko, gładząc ostrożnie palcami zewnętrzną stronę jego dłoni.
- Mogę, właściwie mogę. Tak. Tylko... naprawdę nie chciałbym Ci przeszkadzać. Masz własne życie. Po co Ci ja na głowie?
Popatrzył na niego niepewnie gdy zabrał swoje dłonie i ukrył w nich twarz. Trochę się zmartwił tym dziwnym gestem. Pogłaskał go czule po włosach i zamruczał cicho, starając się go jakoś uspokoić. Gdy się zachwiał odruchowo złapał go za ramię, żeby nie spał z krzesła.
- To nie Twoja wina. Raczej dzięki tobie dostałem wreszcie kopa w tyłek, żeby się ruszyć, zrobić coś, nie pozwolić Alexandrowi... - tak, dobrze słyszał. Nie zamierzał już więcej nazywać Alexandra swoim ojcem. Dość tego wszystkiego. - ... nigdy więcej mnie dotknąć. Powinienem Ci właściwie podziękować za to, że dałeś mi motywację. To, że mnie wyrzucił, to właściwie nie do końca tak. Najpierw powiedziałem mu, że się wyprowadzam, dopiero później on stwierdził, że w tym razie nie ma już syna. Ot, cała fascynująca historia. - uśmiechnął się krzywo i pogłaskał go po policzku. Po chwili wahania przysunął się do niego, siadając teraz na brzegu fotela, żeby być bliżej. Westchnął ponownie, odchylił głowę do tyłu i popatrzył w sufit. - Właściwie ... tak. Dziękuję. Nie zrobiłeś mi krzywdy. Dzięki tobie przejrzałem na oczy i zobaczyłem, że to złe, że nie powinienem na to pozwalać.
Wyprostował się ponownie i przyciągnął go do siebie, przytulając twarz do jego ramienia. Boże, jak mu go brakowało! Zacisnął palce na jego plecach, wtulając się mocno, jakby go przynajmniej rok czasu nie widział (bo przecież tak właśnie było) i szepnął cicho do jego uszka.
- Chciałbym zostać. Jeśli ... jeśli naprawdę chcesz, to zostanę z tobą. Ale nie chce żebyś mi cokolwiek wynagradzał. Ja muszę jakoś wynagrodzić tobie to, że zniknąłem... na cały rok. Nie powinienem, wiem. Myślałem, że... że tak będzie lepiej. Że Twój ojciec nie wydziedziczy Cię, jeśli ja się usunę w cień, jeśli przestaniemy się widywać... teraz widzę, że to było głupie i jeśli nie jest za późno, jeśli jest jeszcze cień szansy... pozwól mi zostać.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Sro Lut 26, 2014 10:40 pm

To głaskanie było przyjemne, uspokajające. Trochę lepiej się poczuł, kiedy dłoń Antona dotknęła jego głowy.
- Nie przeszkazasz mi. - powiedział z przekonaniem, patrząc na ukochanego. - Wręsz przesiwnie.
Zabolało go to, co usłyszał na temat wyrzucenia go przez ojca z domu - że nie ma już syna. Tak, właściwie to samo usłyszał sam Crow, tylko... Tylko, że on nie powiedział wcześniej, że nie zamierza już więcej mieszkać u ojca. Dla niego ojciec był bardzo ważny, jako mały chłopiec, Armand był wpatrzony w niego jak w obrazek, a ojciec jawił mu się jako coś w rodzaju boga. Później oczywiście trochę to uwielbienie osłabło, ale nie aż tak, jak mogłoby się wydawać - Armand przez całe życie był zdeterminowany, żeby zaimponować ojcu i być godnym noszenia miana jego syna. Chociaż w sumie i tak to on zdecydował, że wynosi się z domu i nie jest już członkiem tej rodziny. Ojciec przecież postawił mu ultimatum: albo się ożeni i zapomni o Antonie, zerwie z nim wszelkie kontakty, albo nie jest już jego synem. I mimo, że Anton zniknął, Armand nie był w stanie związać się z kimkolwiek innym. Wyniósł się. Nie mógł znieść myśli, że miałby już nigdy więcej nie zobaczyć swojego ukochanego, gdyby ten nagle, jakimś cudem, się pojawił. Poza tym właściwie wynosząc się z domu, Crow był przekonany, że Anton odezwie się do niego w ciągu kilku najbliższych dni, że odpowie na list... Cokolwiek. Że nie znika na zawsze.
W każdym razie pomimo wszystkiego, co zrobił Antonowi jego ojciec, Crow i tak czuł się winy jego nieszczęściu teraz i temu, że chłopak został wyrzucony z domu. I jeszcze bardziej zabolały go słowa "nie mam syna", które zabrzmiały w głowie Armanda głosem jego ojca. Stanęła mu przed oczami jego spokojna, surowa twarz, jego lodowate oczy i te same słowa, które wypowiedział do Armanda w ostatnim roku jego nauki w Hogwarcie.
Przytulił się mocno do Antona, kiedy ten się do niego przysunął.
- Nie wyzieziszyłby mnie, gzybym się ożenił i zadeklarował, że już nigzy więsej się ssobą nie spotkam. - wymamrotał, muskając wargami jego szyję. - Nie podobał mi się sen pomysł. Nie mogłem znieśś tahiej myśli. Nie moghłem... Miałem nazieję, że mi odpowiesz na lissy, że przyjziesz... Nie znikhaj więsej. - wplótł palce we włosy Antona i przycisnął go mocniej do siebie. - Proszę. Jeśli usiekhłeś oze mnie, żewy mi nie robiś kłopotu, to więsej nie znikaj. Proszę!
Zabrzmiało to raczej jak błaganie, zwłaszcza, że Armand zacisnął palce we włosach Antona, znów trzymając go tak, jakby nie zamierzał pozwalać mu odejść.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Czw Lut 27, 2014 2:47 pm

Nie bardzo wiedział co ma mu odpowiedzieć, więc po prostu się do niego przytulił, zaciągając się jego zapachem. Miał ochotę zniknąć w jego ramionach, albo zapaść się w nicość, razem z nim, żeby nikt im nigdy więcej nie przeszkadzał. Wiedział jednak, że tak się nie da, więc musiał się zadowolić tym co miał. A sądził, że i tak ma bardzo dużo - Crow mu wybaczył tą ucieczkę, przynajmniej na to się zanosiło, i chciał żeby Anton z nim został. A on zamierzał zostać, tylko... trochę się bał tego co będzie. Przyszłości. Niekoniecznie tego co powiedzą ludzie, tym nauczył się już kompletnie nie przejmować, a raczej tym, co przyniesie życie. Przecież samą miłością nie da się żyć... ale w to nie wątpił - wiedział, że Armand go kocha, tak samo jak on kochał jego. Gdyby go nie kochał nie zachowywał by się tak jak teraz. Równie dobrze mógłby go po prostu nie wpuścić do domu. Albo roznieść na kawałki za to, co mu zrobił. Byłby do tego zdolny, znał Crowa. Wątpił jedynie, że byłby w stanie zrobić krzywdę jemu. Nie licząc tych tortur, i węża... nie no, dobra. Byłby zdolny go zranić. Może nawet zabić, jeśli dostałby taki rozkaz.
- Nie zniknę więcej. Na pewno nie na tak długo i nie bez pożegnania.
Westchnął cicho, odsunął się od niego i oparł plecy o fotel. Dawno nie siedział w czymś tak wygodnym. Przymknął oczy, odchylając lekko głowę. Wyglądał na zmęczonego i nieco starszego niż wtedy, gdy się widzieli po raz ostatni. Minął co prawda rok, ale Anton wyglądał znacznie gorzej. Nie jak uczeń. Może przez rozczochrane włosy, przechodzącą przez policzek jaśniutką, niemalże już niewidoczną bliznę (pamiątka po bójce) i podarte ubranie? Tak, to pewnie dlatego. Potarł dłonią o lekko zaczerwiony (pewnie z zimna) policzek i niepewnie otworzył oczy, kierując je na Crowa.
- Przepraszam, jestem nieprzytomny.
Westchnął znów. Nie spał przez ostatnie kilka nocy, bo już od czasów szkolnych cierpiał na bezsenność a teraz, gdy nie miał ciepłego łóżka i kogoś do przytulenia ta bezsenność się wzmocniła. Bywało tak, że naprawdę nie sypiał w ogóle przez kilka nocy z rzędu.
- Masz może... coś do jedzenia?
Nie no, brzmiał teraz trochę jak rasowy bezdomny, ale nie mógł nic na to poradzić. Był głodny. I niewyspany. Cholera by wzięła to wszystko.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Czw Lut 27, 2014 3:10 pm

Crow wolał się nie zastanawiać nad tym, czy mógłby zabić Antona, gdyby dostał taki rozkaz. Albo - gdyby się za bardzo zdenerwował, jak wtedy... Nie, wolał o tym naprawdę nie myśleć, bo bał się, że istotnie, mógłby go zbić. A później zapewne siebie, bo nie mógłby żyć ze świadomością, że zamordował swojego ukochanego. Już i tak dostatecznie trudno było mu się pogodzić z faktem, że w ogóle zabijał i że sprawiało mu to przyjemność.
Ponieważ był pijany, niespecjalnie zwracał uwagę na to, jak Anton teraz wyglądał - nie docierało to do niego, widział jedynie, że to on, że wrócił, że jest. Przy nim. Że Crow może go dotknąć, przytulić się... Pokiwał głową, słysząc, że Anton go już nie zostawi - Armand wyglądał teraz jak małe dziecko, przyjmujące za pewnik słowa swoich rodziców. Dopiero kiedy Anton się od niego odsunął i powiedział, że jest nieprzytomny, do Armanda dotarło, że istotnie wyglądał źle.
- Jezenie. Tak, już. - pokiwał znów głową, również coraz bardziej nieprzytomny i podniósł się chwiejnie, po czym ruszył do lodówki. Wyciągnął jakąś szynkę, ser, pokroił (upiornie krzywo i mało nie odcinając sobie palców) chleb i zrobił kilka kanapek, które zaraz przyniósł Antonowi. Za chwilę zrobił mu też herbatę i podał w kubku. Tak, oczywiście, że mógł w tym celu użyć czarów, ale że był porządnie już teraz pijany, to wolał nie kombinować z takimi rzeczami. - Nie jes to jakaś uszta, ale nie mam... no. Nie mam tu królewshich dań, przepraszam.
Opadł ciężko znów na stołek i wpatrzył się w przyjaciela z pijackim zainteresowaniem, znów - jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Tak naprawdę nadal nie mógł uwierzyć, że Anton naprawdę tu jest i że to nie jest jakiś sen, który się zaraz skończy.
Po chwili jednak położył głowę na jego kolanach, tak, żeby mu nie przeszkadzać w jedzeniu.
- Jah zjesz, to pójziemy spać, jeśli chsesz... - wymamrotał, samemu nieco przysypiając. On też często nie mógł zasnąć w nocy, ale teraz, kiedy miał Antona obok siebie, był znacznie spokojniejszy.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Czw Lut 27, 2014 3:45 pm

Gdy Crow poszedł do kuchni żeby zrobić mu coś do jedzenia Anton podniósł się z fotela i zaczął się przechadzać po pokoju. Mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, że robi przeszukanie, żeby coś ukraść, ale to nie było w jego stylu. On nie kradł. Po prostu się rozglądał i starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów i utożsamić je z Crow'em. Właściwie nie wiedział czemu to robi - może po prostu chciał sprawdzić, czy Armand się zmienił? Nie chodziło tu o fizyczność, raczej o psychikę, o charakter. Chciał wiedzieć, że Crow nadal jest tym samym człowiekiem co za czasów szkolnych. A meble, ich stan, wszystko właściwie, mogło mu to powiedzieć. Wrócił jednak szybko na swoje miejsce gdy usłyszał kroki. Chwilę później w pokoju pojawił się jego przyjaciel, niosąc talerz z kanapkami i kubek. Anton uśmiechnął się na jego widok, nieco zakłopotany i podkulił nogi. Buty zostawił przy fotelu, a sam usiadł po turecku. I znów wyglądał słodko i niewinnie, jak dzieciak. Nastoletni Ślizgon, którym w rzeczywistości już dawno przestał być.
- Jesteś kochany. Dziękuję.
Uśmiechnął się szerzej i dorwał się do kanapek. Jadł trochę zbyt łapczywie, jakby dawno nie widział jedzenia, ale właściwie... kto go tam wie. Może faktycznie od dawna nic nie jadł? Skoro nie miał gdzie spać, to z jedzeniem pewnie też było krucho. To właściwie byłoby dość logiczne. Pewnie dlatego Anton tak schudł. To wiele wyjaśniało, taak...
Chwilę później talerz był już pusty. Nie potrzebował dużo czasu na opróżnienie go, musiał być naprawdę głodny. Wytarł ręce w podarte na kolanach spodnie i pogłaskał go po włosach. Tak słodko wyglądał z głową na jego kolanach. Uśmiechnął się pod nosem, pochylił się do niego i pocałował delikatnie w czoło.
- Dziękuję. I tak, możemy się położyć, chociaż nie sądzę, że zasnę. Ostatnio spałem chyba pięć dni temu, i to tylko kilka godzin. - nie ma to jak się pożalić, nie? No ale w sumie komu miał się uskarżać na beznadziejność swojego życia, jeśli nie jemu? - Ale chętnie się położę do łóżka. Albo na kanapie, jeśli nie zechcesz mnie wpuścić do łóżka. - zaczerwienił się lekko, uznając, że to głupie z jego strony sądzić, że zostanie zaproszony od razu do sypialni Crowa. Marzyciel. Przeczesał jego włosy palcami i westchnął cicho, znów wtulając się plecami w oparcie fotela. - Brakowało mi Ciebie, wiesz?


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Czw Lut 27, 2014 4:32 pm

- Nie ma sprawy, zawsze... - wymamrotał. - Zrobię dla śśśsiebie wszysko.
Fakt, zrobiłby wszystko dla Antona. Zwłaszcza teraz - żeby go przy sobie zatrzymać, żeby nie pozwolić mu odejść. Ale nie tylko teraz, w ogóle. Naprawdę go kochał.
- Chsesz jeszsze? - zapytał, kiedy Bułgar skończył jeść, nie podniósł jednak głowy z jego kolan. Za dobrze mu było, poza tym chciał czuć jego bliskość jak najdłużej, nacieszyć się nim. - I nie wygonię cię z łóżka, chciałbym spaś z tobą, o ile sam masz na to ochotę. Moje łóżkho nie jess zbyt duże, ale... Zmieśśimy się. I mi ciebie też brakhowało, barzo.
Przytulił się mocniej do jego kolan i został tak jeszcze jakiś czas. Później jednak podniósł się i powlókł do łazienki, mamrocząc coś o tym, że umyje się, że Anton też może i żeby się nie krępował. Co prawda, istniała szansa, że Crow zabije się pod prysznicem, skoro był mocno nietrzeźwy, ale w związku z tym bardzo uważał i umył się w miarę sprawnie. Wyszedł z łazienki jakieś piętnaście minut później i wygrzebał z szafy jakąś koszulkę i spodenki od piżamy dla Antona, plus jakiś ręcznik. Podał mu to wszystko z uśmiechem, pogłaskał go, wciąż mając szczęście w oczach i poszedł do sypialni.
- Przyjź do mnie za chwilę. Proszę.
Zakopał się pod kołdrą i leżał, wpatrując się w drzwi i czekając, aż jego przyjaciel do niego przyjdzie. Jego ubraniami postanowił zająć się jutro, jak wytrzeźwieje - przecież te wszystkie dziury można załatać czarami.

/-> sypialnia
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Wto Mar 04, 2014 3:55 pm

Z zakupów.

Anton i Rosaline po wizycie w sklepie z sówkami od razu udali się do domu Crowa. Na ramieniu Antka siedziała spora, czarna sowa, radośnie pohukując, zwłaszcza gdy weszli już do środka z tego mrozu szczypiącego w policzki. Czy sówkę również szczypały policzki - tego nie wiem, ale w każdym razie było zimno. O dziwo Georgijew czuł się dobrze w towarzystwie Rose. Po drodze rozmawiali, choć sądził, że będzie panować pomiędzy nimi niezręczna cisza. Nie wiedział kto odezwał się pierwszy, ale pamiętał, że poczuł ulgę. Nie zniósłby całej drogi w milczeniu. Gdy byli już w domu wyciągnął rękę i sówka odleciała, zajmując miejsce na oparciu jednego z foteli. Nadal cicho pohukiwała, machając skrzydełkami co jakiś czas. Wyglądała na zadowoloną. Cieszyła się, że ktoś ją kupił? Och, gdyby wiedziała z kim przyjdzie jej mieszkać to by się tak nie cieszyła...
- Car-row, jesteś w domu?
Zawołał, nie chcąc zostawiać gościa. Mógł go poszukać, bo Crow najprawdopodobniej był w sypialni albo w łazience, ale uznał że nieładnie pozostawiać kobietę samą w obcym domu, więc z nią został. Po chwili pewność siebie go opuściła i wbił wzrok w dywan, splatając palce za plecami. Nie był pewien jak jego ukochany zareaguje na obecność siostry. Może zacznie krzyczeć...? Nie lubił, gdy Crow krzyczał. Ale czego się nie robi, żeby pogodzić rodzeństwo...


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Wto Mar 04, 2014 5:41 pm

Crow prawdę mówiąc był jeszcze w pracy. Wyszedł, jak zwykle, wcześnie, ale urwał się też najwcześniej, jak się dało - ostatecznie teraz nie mieszkał sam. Miał do kogo wracać, miał z kim rozmawiać, nie siedział sam w czterech ścianach, ze swoim Znakiem, papierkową robotą albo butelką. Albo w telewizorem, bo owszem, miał taki. Wynajął w końcu mugolskie mieszkanie, już wyposażone - jedynie książki były jego i kilka drobiazgów, które wyniósł z domu, wyprowadzając się, natomiast meble i wszelkie sprzęty, jak lodówka, były już w mieszkaniu. Mimo więc niechęci do mugoli, pokonany przez nudę, dowiedział się, jak używać tego pudła z kolorowymi obrazkami i czasem je oglądał.
Teraz jednak nie musiał, nie musiał też zostawać w pracy najdłużej, jak się tylko dało. Urwał się wcześniej, zrobił jakieś zakupy, żeby było co jeść i wrócił do domu jakiś czas po Antonie.
Zamknął drzwi za sobą, postawił zakupy na blacie w kuchni i wtedy zobaczył Antona i...
- Rose. - powiedział, znów mając okrągłe oczy i czując, jak serce w nim zamiera. - Czas powrotów, widzę...
Nie, to nie było złośliwe ani sarkastyczne - zwykłe stwierdzenie faktu. Zdjął kurtkę, powiesił ją na wieszaku, czując się, jakby był w jakimś innym świecie, nie całkiem też w swoim ciele i wszedł do salonu, patrząc to na Antona, to na Rose. Nie był pewien jak zareagować, co zrobić. Czy siostra przypadkiem nie przeklęła go tak, jak ojciec.
- Cieszę się, że cię widzę. - powiedział niepewnie.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Rosaline Crow on Wto Mar 04, 2014 8:56 pm

Rose choć bardzo zdenerwowana próbowała rozmawiać z Antonim normalnie. Nie to że by coś do niego miała. Musiała skupić się na rozmowie bo ciągle myślała jak zareaguje jej brat. Z upranym na głowie kapturem szła ulicami miast. Sowę miał jej towarzysz śliczną i pewnie by ją zagłaskała no ale... Nie wolno. Gdy weszli do domu zamarło jej serce. Poczuła gulę pod gardłem. Musiała się czymś zająć. Ściągnęła z głowy kaptur i rozejrzała się po wnętrzu.A więc tak mieszkał jej brat. Długo chyba nie stali w środku gdy usłyszała znany jej głos za sobą. Momentalnie się odwróciła czując jak policzki od mrozu jak i z przejęcia jej czerwienią.
Patrzyła na niego uważnie badając każdy jego krok. Pierwsze słowa nie były miłe. Zacisnęła usta. Nie, nie cofnie się. Jednak kolejne słowa już uwolniły coś czego nie umiała opanować. Nie patrząc na nic, nawet na możliwość że któryś z nich rzuci na nią czarem podbiegła do brata tuląc go jak najmocniej mogła. Przy tym nagle się rozryczała.
- Boże Armand.... - powiedziała unosząc na niego wzrok.- Ty żyjesz... jak się cieszę.- nie umiała go puścić musiała go tulić do siebie.
- Tak tęskniłam... tak się bałam...- wydusiła z siebie po czym skamieniała. A co jeśli on nie podziela jej entuzjazmu. Nagle się od niego odsunęła spuszczając wzrok.
- Przepraszam... nie powinnam tak reagować, możesz sobie tego nie życzyć.- stwierdziła oficjalnie. Przecież czuła do niego swego rodzaju respekt jak do ojca. Zwłaszcza po tym jak wymierzył jej karę. Otarła szybko łzy które zawsze zdradzały jej słabość i kruchość. Spojrzała na Antoniego blado się uśmiechając. Oby żadne z nich nie pożałowało swej decyzji.
- Nie wiń Antoniego za to że mnie przyprowadził. Jeśli chcesz być wściekły to tylko na mnie.- zauważyła szybko. Już wolała wszystko zwalić na siebie.
avatar
Rosaline Crow

Różdżka : 12 cali, grusza, sztywna, włos jednorożca
Multikonta : brak
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Sro Mar 05, 2014 12:48 am

Armand był nadal w szoku, że widział siostrę. Nie spodziewał jej się, naprawdę, sądził, że jej już nigdy więcej nie zobaczy, a tu proszę - padła mu w ramiona i płakała. Crow pogłaskał ją po plecach uspokajająco.
- Żyję, żyję - powiedział niepewnie - dlaczego miałbym nie żyć?
Popatrzył niepewnie na Antona. Tak, wrócił stary Crow - ten, który miał wpojone, że okazywanie jakichkolwiek uczuć to słabość, że należy być silnym, twardym i władczym mężczyzną. Dlatego teraz nie bardzo wiedział, jak się zachować. Już nie był pijany, tak, jak przy spotkaniu z Antonem, ale też przy siostrze był jeszcze mniej pewny, czego się spodziewać, niż przy nim. W końcu rozpętała tą całą burzę, tak? Brzydziła się tym, że jej brat kocha chłopaka, że go całował, że ona miałaby za tego chłopaka wyjść za mąż. No i... Armand ją torturował w ramach kary. Na rozkaz ojca, to prawda, ale jednak ją torturował.
Po tym wszystkim miała prawo go nienawidzić i on by się temu wcale nie dziwił. Patrzył więc teraz na nią, kiedy się odsunęła i czuł się mocno niepewnie, jakby miał za chwilę oberwać za coś.
- Ja też tęskniłem, siostrzyczko. - powiedział cicho, nie wiedząc właściwie, co dalej. - I nie mam powodu kogokolwiek za cokolwiek winić. Cieszę się, że cię widzę, naprawdę. Tęskniłem. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę. Zostałem przecież wyrzucony z domu, wyklęty i wydziedziczony.
I w tym momencie obudził się w nim jego temperament, czy raczej - chowana od prawie dwóch lat wściekłość na ojca i na całą rodzinę. Na wszystkich właściwie.
- Bo ośmieliłem się kochać. - warknął przez zęby, prostując się i patrząc na siostrę z góry. - Wiem, to straszna obelga dla całego świata, zwłaszcza dla czarodziejów czystej krwi: w końcu tak niewiele nas, z wiekowych rodów, pozostało. A jednak jeśli nadal masz mi to za złe, to lepiej wyjdź i nigdy nie wracaj, bo nie mam zamiaru nadal wysłuchiwać krzyków i obelg pod adresem ani moim, ani Antona. Nie mam też ochoty patrzyć na obrzydzenie malujące się na twarzy mojej siostry. Innych ludzi jeszcze zniosę, oni są mi obojętni, ale na twoje obrzydzenie nie mam ochoty patrzeć, więc jeśli nadal masz coś przeciw nam, to wyjdź i nie wracaj. Bo ja go nadal kocham i nie zrezygnuję z niego, bo komuś się to nie podoba.
Tak, być może zbyt żywiołowo - praktycznie na pewno, Rose przecież nie wykazała niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że zamierza im cokolwiek wyrzucać. Mimo to jednak Crow nie wiedział, ile ona wie na ich temat, czy wie, że mieszkają razem, ale sądził, że mogła się tego domyślać, skoro jednak Armand nie był już w rodzinie. Wybrał Antona, zamiast ożenek z kimś, na kogo nie mógłby patrzeć, bo nie był Antonem. Stracił przez to rodzinę, a to było dla niego piekielnie bolesne - to dlatego tak ostro reagował. Obrona przez atak, zanim dziewczyna w ogóle zdążyła cokolwiek na ten temat powiedzieć.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Antonin Georgijew on Czw Mar 06, 2014 5:25 pm

Zabawne. Dlaczego Anton sądził, że ta scenka była zabawna? Nie miał pojęcia, ale tak było i już. Patrzył na nich, siedząc sobie wygodnie na kanapie, z nogą założoną na nogę i nieco nieobecnym spojrzeniem. Myślami był faktycznie gdzieś indziej. To spotkanie przypomniało mu o jego siostrzyczce. Nie widział Katheriny od zakończenia szkoły, ale w szkole też nie rozmawiali zbyt często. Praktycznie w ogóle nie rozmawiali. Wyrzekł się jej, można chyba tak powiedzieć, gdy trafiła do innego domu niż on. Tęsknił za nią, oczywiście że tak, ale ich kontakt się urwał w Hogwarcie i ani on, ani ona nie próbowali tych kontaktów odnowić. Teraz, patrząc na nich... było mu straszliwie przykro, że był taki głupi.
Odwrócił wzrok w stronę okna, słysząc jak Crow mówi siostrze, że został wyrzucony z domu, ' bo ośmielił się kochać '. Głupio mu się zrobiło, no. Pomyślał sobie, że to przecież jego wina, że przez niego Crow stracił dom i rodzinę. I wiedział, że to prawda.
- Przestań. Nie stawiaj mnie wyżej niż swoją siostrę. To po pierwsze. A po drugie... ona nie przyszła tutaj nas obrażać.
Może rozmawiał z nią zaledwie chwilę przed tym jak ją tu przyprowadził, ale wystarczyło, żeby się przekonał, że dziewczyna kocha Armanda i nie chce się z nim kłócić.
Siedział nadal patrząc w okno i zaciskając nerwowo palce na kolanie.


Kocham Go. Naprawdę. Całym swoim sercem. I pragnę. Ale boję się wrócić. Boję się nie tego, że mnie skrzywdzi, ale że ja skrzywdzę jego. Nie chce go zranić. Nie mogę! ... обичам те, Car-row.
avatar
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Rosaline Crow on Czw Mar 06, 2014 5:54 pm

Rosalina aż cofnęła się o kilka kroków do tyłu słysząc jego słowa. Bolały ją i to bardzo. Nie, teraz naprawdę naszły jej łzy do oczu, które spłynęły jej po policzkach. Patrzyła na brata z lękiem zagryzając usta. A zapowiadało się tak dobrze. Słysząc słowa Antoniego pokiwała przecząco głową.
- Niech mówi...- wyszeptała nie spuszczając oczu z brata. Czuła się jak tamtego dnia gdy wymierzył jej karę. Teraz jednak było gorzej. Nikt nie kazał mu jej tak okaleczać. Po chwili słysząc jego monolog nie wytrzymała.
- Ja cię nie wyklęłam! Nie wygnałam z domu! Nadal jesteś moim bratem!- wrzasnęła bezsilnie. Czuła się jakby Armand kopnął ją w brzuch i nie mogła złapać oddechu. Szybko usiadła na jakimś krześle czy fotelu oddychając głośno przez łzy, miała mroczki przed oczami.
- Przepraszam... przepraszam za wszystko co ci mówiłam. Nie chciałam cię... was skrzywdzić. Byłam zła. Oddalałeś się ode mnie... spędzałeś czas z Antonim. Ja byłam tą złą... nie taką jak trzeba, odciętą od rodziny. - zacisnęła mocno szczękę nie mogąc wydusić z siebie słowa.Pamiętała te wszystkie kłótnie z ojcem odnośnie jej wyboru domu. To jak była przez ojca karana za nieposłuszeństwo, za nieumiejętne wykonywanie zaklęć. Znów łapała szybko oddech.
- Kocham cię i chcę twojego szczęścia... kochasz Antoniego wiem to, nie jestem temu przeciwna, nie jestem przeciwna temu że kochasz mężczyznę... nigdy nie byłam. - schowała twarz w dłoniach czując jak się rozpada. Nie chciała robić przedstawienia.
- Nie czułam obrzydzenia... czułam zazdrość i strach że ciebie stracę...- szepnęła i uniosła wzrok na Armanda. Stał taki pewny siebie, niczym skała. Był coraz bardziej daleki od niej. Bała się go. Czy to normalne, że siostra boi się swojego brata? Nie. Czując te wszystkie negatywne emocje wstała zapłakana z fotela i spojrzała blado na Antoniego.
- Dziękuję, że dałeś mi szanse zobaczyć brata.- powiedziała cicho po czym wzięła do ręki swój koszyk. Omijała wzrok brata jak tylko mogła.Stając obok niego westchnęła.
- Nie wychodzę bo cię nie akceptuję, wychodzę bo ty mnie nienawidzisz... a tego uczucia nie zniosę.- wyjaśniła ubierając kaptur na głowę i ruszyła do drzwi.
avatar
Rosaline Crow

Różdżka : 12 cali, grusza, sztywna, włos jednorożca
Multikonta : brak
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Armand Crow on Czw Mar 06, 2014 8:23 pm

Zamilkł, słysząc słowa Antona. Nie, to nie to, że był przekonany, że Rose przyszła ich obrażać, raczej - po prostu chciał tego uniknąć. Obudziły się w nim odruchy obronne, zwyczajnie, dlatego teraz stał wyprostowany, zaciskając pięści i zęby. Z jednej strony bolało go to, że ją zranił, ale z drugiej był wściekły, że zalała się łzami, że tak się tłumaczyła, że powiedziała, że była zazdrosna. Miał ochotę ją uderzyć, żeby się opamiętała. Jakiś cichy głosik w jego podświadomości, gdzieś z tyłu głowy podpowiadał, że to wszystko na pokaz, że ona chce wzbudzić litość i współczucie, a to znów rodziło w nim bunt.
- Ty byłaś nie taka, jak trzeba i odcięta od rodziny. - wycedził cicho przez zęby, kiwając głową. - Byłaś zazdrosna. Po prostu... zazdrosna.
Krew go zalała,oczy rozjarzyły mu się jadowitą zielenią, a oddech stał się powolny i ciężki, Crow wyraźnie starał się po prostu nad nim panować i nie zacząć wrzeszczeć. Próbował panować nad całym sobą, uspokoić się i przejść do porządku nad tym wszystkim, chciałby przytulić siostrę... Chciałby mieć siostrę.
Wodził za nią wzrokiem, kiedy brała koszyk i wychodziła i nadal z jednej strony miał ochotę ją przytulić, a z drugiej - zagryźć.
- Nie nienawidzę cię - warknął, odwracając się gwałtownie w jej stronę - ale kiedy ktoś mi zaczyna wmawiać takie rzeczy, to mam ochotę go uderzyć i faktycznie znienawidzić. Nie rób więc tak. Powiedziałem ci, że tęskniłem, nie rób mi tu więc łzawych scenek, jaka jesteś biedna. Zawsze miałaś we mnie oparcie, zawsze starałem się pomóc. Wiem, nigdy nie byłem idealnym bratem, tak, słuchałem ojca. Wiem, że kiedy kazał mi wykonywać na tobie jakieś kary, ja to robiłem. Ale wyobraź sobie, że to były też kary dla mnie, ty biedna, skrzywdzona istotko!
Głos mu się załamał, a sam Crow poczerwieniał na twarzy, dysząc teraz ciężko i patrząc na Rose dzikim wzrokiem. Owszem, temperamentu miał więcej, niż ojciec, mimo wszystko, mimo jego usilnych prób, chłopak nie dał rady w pełni nad nim zapanować. Przetarł teraz jednak twarz ręką, uspokajając się trochę i spojrzał na stojącego przy oknie Antona.Z jakiegoś powodu - choć nie wiedział, co mu chodzi po głowie - Crow miał głupie wrażenie, że właśnie traci oboje, i siostrę, i jego. Przeraził się tej myśli.
- Nie chcę nikogo stawiać wyżej. - powiedział już znacznie spokojniej. - Nie chcę musieć tego robić, kocham was oboje. Chciałbym mieć siostrę i jednocześnie żyć z tobą. Ja się... - machnął ręką bezradnie.
Boję się. Tylko tyle. Nie chcę znów wysłuchiwać głupich pierdół.
Westchnął i przeczesał włosy palcami, opierając się o ścianę.
avatar
Armand Crow

Różdżka : 13 cali, dąb, sztywna, włókno ze smoczego serca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pokój

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach