Wielka Sala

Go down

Wielka Sala

Pisanie by Antonin Georgijew on Wto Lut 18, 2014 8:19 am

Antonin Georgijew
Antonin Georgijew

Różdżka : Ostrokrzew, 12 cali, włos z ogona Testrala
Multikonta : Severus, Andrew

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lut 28, 2014 7:34 pm

Profesor Umbridge zwołała wszystkich uczniów do Wielkiej Sali po lekcjach i stała teraz przed nimi naprzeciw stołu nauczycielskiego. Wyglądała na mocno zirytowaną - do tego stopnia, że gniotła swoją różdżkę w dłoniach i wodziła wokół wzrokiem rozeźlonego sępa.
- Ktoś - zaczęła,siląc się na spokój i starając się panować nad głosem. Nawet jej to wychodziło - nie krzyczała i brzmiała przeraźliwie słodko, jak to ona. Zwłaszcza,kiedy była niemal do granic wyprowadzona z równowagi. - włamał się do mojego gabinetu.
Jej głos niósł się po sali i odbijał od ścian. Profesor McGonagall - siedząca tu razem z innymi opiekunami domów - wyglądała na rozbawioną i usilnie starającą się tego po sobie nie okazać. Zaciskała szczęki i usta i wyraźnie próbowała nie chichotać, tylko wyglądać na równie złą i surową, jak sama profesor Umbridge.
- Zniknęły moje talerzyki z kotkami, wiszące zwykle na ścianach. - wycedziła przez zęby Umbridge. Mówiła bardzo powoli, tak, żeby na pewno do wszystkich dotarło. Spomiędzy jej palców dobiegł cichutki trzask nadłamywanego drewna, więc kobieta odłożyła różdżkę na stół, ostrożnie i delikatnie. Znów powiodła wzrokiem po zebranych tu uczniach. - Chcę wiedzieć, gdzie one są i kto to zrobił. Niech winni się przyznają, a ich kara będzie znacznie łagodniejsza, niż by była, kiedy sama się o wszystkim dowiem. A dowiem się na pewno.

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Neville Longbottom on Pią Lut 28, 2014 8:50 pm

Neville demolował w swym dormitorium łóżko któregoś z jego znajomych z roku, gdy nagle został wezwany do Wielkiej Sali. Co on robił w tym dormitorium? Otóż potknął się o czyjąś walizkę chcąc dotrzeć do swojej i upadł na czyjeś łóżko niszcząc przy tym lekko ramę i lewą przednią nogę łóżka. I tak wyglądał jego cały wypadek, nim z obolałą lewą nogą powędrował do Wielkiej Sali. Tam usiadł przy stole spoglądając nerwowo na stół nauczycielski. O co chodzi? Nie miał pojęcia, czemu Różowy Problem ich tu zwołał.
Słysząc jej ton głosu, jak i same słowa, lekko się przeraził. Czy można mocniej bać się Umbridge niż Snape'a? Chyba nie. Jej jeszcze brakuje paru zdolności straszenia ludzi. Chyba powinna zacząć uczyć się od Snape'a.
Czy on był u niej w gabinecie? Nie. Przecież jeszcze nie dostał od niej szlabanu, choć wie, że jeszcze trochę, a i on tam zawita u niej w pokoiku. Ma tylko nadzieję, że cała wina na niego nie spadnie. Bo przecież łatwo zwalić na kogoś, kto jest fajtłapą i jeszcze powiedzieć, że stłukł po drodze te talerzyki i wyrzucił gdzieś, niż samemu się przyznać. Choć po cichu Neville chciał pogratulować temu komuś za pomysł.
Neville Longbottom
Neville Longbottom

Różdżka : 13 cali, czereśnia, włos jednorożca

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by George Weasley on Pią Lut 28, 2014 9:12 pm

/ Postanowiłam jednak być złym człowiekiem. Przepraszam, pomijajcie mnie później do niedzielnego wieczora :p

Zwoływanie uczniów po lekcjach? Barbarzyństwo. Każdy powinien przecież wiedzieć doskonale, że w tym czasie większość z nich miała znacznie ciekawsze rzeczy do roboty. A już w pewnością takowe mieli bliźniacy, którym nieszczególnie uśmiechało się bezczynne przesiadywanie w Wielkiej Sali. Niestety, całe to zgromadzenie okazało się być nieuniknione i George wraz z bratem nie stanowili tutaj żadnego wyjątku. Niestety. Zresztą... jeśli czegoś nie dało się uniknąć, to zawsze można było spróbować obrócić to na własną korzyść. A trzeba było przyznać, że możliwość zirytowania nowej nauczycielki, która i tak większości uczniów działała na nerwy - lub przyprawiała o dreszcze - wydawała się być całkiem niezłą zabawą. Przynajmniej z perspektywy Weasleyów.
George - lub Fred, właściwie postronnemu obserwatorowi chyba i tak nie robiło to większej różnicy - raczej z nikłym zainteresowaniem wysłuchał tego, co Umbridge miała do powiedzenia. W zasadzie... nie słuchał w ogóle. Nieszczególnie bowiem interesowała go kradzież jakichś obrzydliwych talerzyków z kotami. Nawet, jeśli prawdopodobnie w oczach wielu to właśnie bliźniacy mogliby wyglądać na winnych.
- Właściwie co można byłoby robić z tymi talerzami? Podawać na nich jedzenie komuś, kto postanowił przejść na dietę i powinien się ograniczyć z jedzeniem? - mruknął pod nosem, opierając brodę na ułożonych na stole przedramionach. I choć nieznacznie ściszył przy tym głos, niespecjalnie dbał o to, czy usłyszą go jedynie najbliżsi sąsiedzi, czy może jednak jego wypowiedź dotrze nieco dalej. No bo w końcu... widział ktoś kiedyś któregoś z bliźniaków przejmującego się konsekwencjami? No właśnie. Zresztą, chyba każdy mógłby zgodzić się z nim w kwestii tego, że talerzyki były zwyczajnie obrzydliwe.
- Albo po prostu skrzaty domowe uznały, że ta ozdoba była tak tragiczna, że trzeba było ją sprzątnąć. Ktoś powinien im podziękować... Hermiona? - ostatnie słowo, lub raczej imię, wypowiedział już nieco głośniej, podnosząc przy tym głowę i starając się wśród Gryfonów wypatrzyć wspomnianą osobę, która najlepiej nadawałaby się do oddelegowania w calu podziękowania skrzatom.
Ostatecznie chyba jednak uznał, że dziewczyna siedziała za daleko, żeby właśnie w tym momencie dzielić się z nią tym pomysłem. Dlatego też spokojnie znów oparł brodę na rękach, znudzone spojrzenie na moment przenosząc na nauczycielkę.
- A tak w temacie jedzenia... W sumie mogliby coś przynajmniej podać - znów odezwał się nieco przyciszonym głosem, rozejrzawszy się pobieżnie po pustym stole. Tak, zdecydowanie lepiej spędzałoby się tutaj czas, gdyby pojawiły się jednak talerze z czymś smacznym.
George Weasley
George Weasley

Różdżka : Wykonana z hikory, włos demimoza jako rdzeń, 11,5 cala

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Theodore Nott on Pią Lut 28, 2014 10:01 pm

Mało brakowało, a Nott w ogóle nie pojawiłby się w Wielkiej Sali dzisiejszego popołudnia. Rok szkolny dopiero się rozpoczął, a on już miał wszystkiego dość.  W pokoju wspólnym nie dało się wysiedzieć, bo chichoczące dziewczynki spoglądające w stronę Zabiniego musiały wychichotać się za całe wakacje. Może czasami zazdrościł koledze popularności wśród dziewczyn, ale zazwyczaj zwyczajnie mu współczuł. Czasami po prostu lepiej posiedzieć samemu. No dobra, Nott często lubił spacerować w samotności po zamku. Właśnie zrobił sobie taki spacerek po lochach, gdy usłyszał, że przy wejściu do ich dormitorium jest jakieś zamieszanie. Wszyscy uczniowie byli wzywani do Wielkiej Sali. Spojrzał na Ślizgonów zdezorientowany. Następnie poprawił szkolny krawat i ruszył w kierunku Wielkiej Sali. Zdziwił się, gdy zamiast Dumbledore’a, którego się spodziewał, zobaczył tę różową landrynę. Właściwie odetchnął z ulgą, to nie może być coś poważnego, związanego z ciemnymi chmurami, które zbierały się nad światem czarodziejów. Ale po co robić takie zebranie jeśli to nic poważnego? Stanął gdzieś w kącie nawet nie szukając wzrokiem swoich znajomych. Co to za różnica czy będzie słuchał Umbridge sam, czy komentował to z innymi.. Jak zwykle. Stary Dumbledore wolał pozwolić jakiejś różowej wariatce uczyć OPCM zamiast powierzyć to zadanie Snape’owi. Umbridge musiała być z góry skazana na brak sympatii właśnie z tego powodu. Skrzywił się słysząc ten słodki, skrzeczący głosik.  Kto by się włamywał do jej gabinetu? Może Granger chciała zmienić swoją garderobę? Idealnie pasowałby do tej szlamy ten obrzydliwy róż. Odstraszałaby z daleka. Jednak gdy usłyszał z jakiego błahego powodu ich tutaj ściągnęła prychnął. Nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu w inny sposób. Niech sobie kupi nowe i po sprawie. Na pewno gabinety zyskał na utracie tej cudownej ozdoby, więc czym się przejmować? Niech lepiej znajdzie jakiś winnych Gryfonów i posypią się im punkty.


Ostatnio zmieniony przez Theodore Nott dnia Nie Mar 02, 2014 6:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Theodore Nott
Theodore Nott

Różdżka : 12 i ¾ cala, włókno ze smoczego serca, cis, twarda
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Mar 01, 2014 5:19 am

- Weasley! - zaskrzeczała "różowa landryna", słysząc jakieś mamrotanie i identyfikując źródło tych dźwięków. Tak, nazwiska tych rudzielców dobrze zapamiętała, obaj bliźniacy dawali jej się we znaki. Młodszy trochę mniej, ale i tak rudą czuprynę Umbridge kojarzyła z tą właśnie rodziną. Trudności nastręczało jedynie odróżnianie bliźniaków, ale z tym już dawno dała sobie spokój: cokolwiek robił jeden, robili obaj. Więc obaj powinni równo obrywać, jakby byli jedną osobą, tylko... w dwójnasób. Tak. Przyjemnie odejmowało im się punkty. - Wstań!
Chwyciła znów swoją różdżkę w krótkie, uzbrojone w różowe pazury palce i podeszła do George'a niespiesznym krokiem, stukając swoimi różowymi obcasami o posadzkę Wielkiej Sali. Nie pędziła do niego (chociaż miała ochotę) tylko dlatego, że starała się zachować powagę i sprawiać wrażenie większej i potężniejszej, niż była w rzeczywistości. Chciała tym samym podkreślić powagę sytuacji i wyraźnie zaznaczyć, że jest... zła, delikatnie mówiąc. Dolna warga jej nieco drżała.
- Masz może... coś do powiedzenia? - wycedziła, stając naprzeciw Gryfona. Szczerze mówiąc, była pewna, że to on jej ukradł te talerzyki, jednak musiała tego dowieść. Albo zmusić chłopaka, żeby sam się wydał. Niemniej - kto inny wpadłby na taki pomysł? Zgoda, było oprócz bliźniaków kilku innych dowcipnisiów, którym Umbridge bardzo chętnie poukręcałaby to i owo, jednak... Ci byli wprost wybitni. Przynajmniej póki co.
Uśmiechnęła się po chwili, w swoim mniemaniu słodko, w rzeczywistości jednak ten uśmiech przypominał grymas na pysku  węża, który właśnie upatrzył sobie ofiarę i szykuje się do ataku.
- Chciałbyś mi może powiedzieć, że wiesz, co się stało z moimi kotkami? - zapytała piskliwym, cukierkowym głosem.
Oczywiście, wszyscy mogli sądzić, że to błahostka. Że nie warto się takimi sprawami zajmować, niepotrzebnie ściągała ludzi do Wielkiej Sali i zajmowała im czas, ale dla niej to była sprawa najwyższej wagi. Nie chodziło nawet o same talerzyki (chociaż również - były dla niej bardzo ważne. To była jej ukochana kolekcja, zbierana od wielu lat, troszczyła się o nie, dbała i czyściła co wieczór, głaszcząc koteczki po pyszczkach); ale tak naprawdę chodziło o coś znacznie większego.
Ktoś. Włamał się. Do jej. Gabinetu!
- Kto prychnął?! -odwróciła się błyskawicznie, słysząc parsknięcie Theodora. Znów jej wzrok przesuwał się potwarzach uczniów, do tej pory będących za jej plecami. - Was... to... ŚMIESZY?!
Niewiele brakowało, a dym uszedłby jej uszami. Zaczerwieniła się i zatrzęsła ze złości, sprawiając wrażenie, że zaraz dosłownie wybuchnie. Odetchnęła jednak i jej skóra znów nabrała normalnych kolorów, a na twarz wypłynął przesłodki uśmiech.
- Drogie... dzieci. - powiedziała łagodniej, siląc się na spokój. Przechyliła przy tym głowę na jedno ramię, zapewne sądząc, że tak będzie wyglądać jeszcze łagodniej. Podobne zachowanie weszło jej w krew, jak typowej żmijowatej teściowej z kawałów. - Sądzę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, że podobne zachowanie nie jest właściwe. Nie należy się włamywać do gabinetów nauczycieli, nie należy krzywdzić tych, którzy chcą dla was dobrze. I będę was tu wszystkich trzymać tak długo, aż ktoś wreszcie się przyzna i będziemy mogli spokojnie rozejść się do naszych dormitoriów. Oprócz winnych, oczywiście: z tymi porozmawiam sobie chwileczkę dłużej. Oczywiście, nie widzę też przeszkód, by ktoś z was, kto zna winowajców i mógłby ich wskazać, zrobił to. Byłoby to działanie w dobrej wierze, jak najbardziej słuszne. - mówiąc to, krążyła powoli między stołami, obserwując reakcje uczniów i starając się wyłapać choćby najmniejszy grymas, świadczący o winie delikwenta. Wciąż jednak mówiła słodkim, przymilnym tonem, jak do ćwierćinteligentów - tonem właściwym osobom, które nie mają najmniejszego pojęcia, jak rozmawiać z dziećmi, a tym bardziej: z nastolatkami. - Rzecz jasna, jeśli znajdzie się wśród nas osoba na tyle bystra i praworządna, by powiedzieć nam, kto to zrobił, zostanie ona odpowiednio wynagrodzona. Tak?
Wymawiając ostatnie słowo zatrzymała się wreszcie znów naprzeciwko stołu nauczycielskiego i dla zaakcentowania swej dobroci zachichotała cukierkowo.

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by George Weasley on Sob Mar 01, 2014 7:08 am

- Słuch godny nietoperza... - mruknął tym razem już znacznie ciszej, kiedy przez salę przetoczyło się brzmienie jego nazwiska. No bo w końcu nawet w sytuacji, kiedy do Hogwartu chodziło jeszcze troje innych Weasleyów, trudno byłoby nie dojść do wniosku, że ten okrzyk tyczył się właśnie jego. W końcu młodsze rodzeństwo aktualnie niczym chyba nie podpadało, a Fred... no dobra, w tym przypadku akurat bez różnicy byłoby, czy Umbridge zwracałaby się do niego, czy do jego brata.
- Nie, właściwie niespecjalnie lubię koty - odparł, podnosząc się z miejsca i starając się nie skrzywić na dźwięk tego jej przesłodzonego tonu wypowiedzi. Choć jednak trudno było w tym przypadku pohamować mdłości, całkiem poważnie.
- Chociaż na pani miejscu zwróciłbym uwagę na tamtą grupkę Śizgonów. Wydają się być podejrzanie zainteresowani kotami. Wszystkimi możliwymi - och, no oczywiście, że nie zrzucałby winy na Notta i jego najbliższe towarzystwo. Gdyby tylko ten sam wcześniej nie zdążył zwrócić na siebie uwagi nauczycielki. Innymi słowy - sam się o to prosił, prawda? Prawda. Więc trudno byłoby mieć Weasleyowi za złe, że te sprzyjające okoliczności postanowił wykorzystać. Zresztą, w przeciwnym wypadku wielce prawdopodobnym było, że sam jednak parsknąłby śmiechem lub choćby przytaknął, kiedy Umbridge zapytała, czy cała ta sytuacja ich bawi.
W tej sytuacji przynajmniej łatwiej było się powstrzymać. I można było spokojnie znów opaść na ławę, kiedy nauczycielka zainteresowała się Ślizgonem.
George Weasley
George Weasley

Różdżka : Wykonana z hikory, włos demimoza jako rdzeń, 11,5 cala

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Theodore Nott on Nie Mar 02, 2014 6:23 pm

Aż drgnął, gdy usłyszał jej reakcję na ciche prychnięcie. Czy ona nie przesadza trochę? W końcu komu normalnemu chciałoby się kraść jakieś kotki. Najlepiej byłoby od razu wziąć się na Weasley’ów, bo to oni słynęli z temu podobnych żartów, a nie spoglądać w stronę niewinnych Ślizgonów. W końcu oni, w przeciwieństwie do Gryfonów, mieli zdrowe zmysły i wiedzieli, że głupotą jest włamywać się do gabinetu Umbridge, żeby ukraść jakieś beznadziejne talerzyki z kotkami… Wywrócił lekceważąco oczami, gdy groziła, że zostawi ich tutaj aż do wydania winnego. Nie miał pojęcia, kto to zrobił. Najchętniej by wskazał na bliźniaków, bo kto inny był takim idiotą? Zapewne nikt, jednak wolał się nie wychylać. A co jeśli chodzi po zamku jakaś druga para ćwierćinteligentów i jemu się oberwie za fałszywe oskarżenia. Szukał wzrokiem profesora Snape’a. Może on coś tutaj wskóra? Fajnie by było, gdyby uspokoił tę ropuchę, bo jednak wolałby już pisać esej, czy uczyć się niż słuchać jej skrzeczenia na temat jakiś dziwnych ozdób jej gabinetu.
- Lepiej, zamknij swój uroczy dzióbek… – warknął w stronę rudzielca odwracając się w jego stronę i zmierzył go wzrokiem. Nazwiska zdrajców krwi zawsze wymawiał z tą samą pogardą –[/b] Weasley. Nie odzywaj się niepytany. Takich jak Ty nikt o zdanie nie pyta [/b] – dodał jeszcze patrząc się na niego takim wzrokiem jakby zaraz miał sięgnąć po różdżką i rzucić w chłopaka jakąś czarnomagiczną klątwą. Znał kilka, ale na tyle głupi, żeby wykorzystywać tę znajomość w tym momencie i w tym miejscu nie był. Był lekko poddenerwowany całą sytuacją i nie miał zamiaru podpadać Umbridge przed jakiegoś Waesleya. Nie przez taką miernotę.
Theodore Nott
Theodore Nott

Różdżka : 12 i ¾ cala, włókno ze smoczego serca, cis, twarda
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Maya Pearson on Nie Mar 02, 2014 6:48 pm

Maya jak zawsze wtargnęła do Wielkiej Sali spóźniona w bardzo elegancki sposób, wpadła do jak burza, rozejrzała się dość nieprzytomnie po pomieszczeniu aż jaj wzrok padł na Ubridge... Od czasu kiedy zaczęła uczyć OPCM ten przedmiot stał się zaraz po Historii Magii najmniej ulubionym. Rudowłosa nie wiedziała jak można być aż tak ograniczonym jeżeli chodzi o postrzeganie świata, to przypominało jej amerykańską propagandę z tych wielu książek, które czytała. Dopiero po kilku sekundach zdała sobie sprawę, że prawie wszyscy się na nią patrzą włącznie z "ulubioną" Panią Profesor. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie powaga sytuacji w jakiej znaleźli się uczniowie, przecież zaginięcie talerzyków z kotkami było czymś w rodzaju zbrodni przeciwko narodowi czarodziejów!
Maya jak to Maya, nie bardzo ogarniała co się w tej chwili dzieje.
- Przepraszam za spóźnienie- bąknęła cicho pod nosem i dość niedbałym ruchem wyciągnęła z włosów suche gałązki i dwa liście, które ścisnęła w dłoni. Nie ma to jak mocne wejście i zwrócenie na siebie uwagi całej szkoły, zapewne zaraz odejmą jej punkty albo co gorsza dadzą jej szlaban, jakie to by było typowe... Cóż ona mogła na to poradzić iż była taką roztrzepaną marzycielką?
Zaraz, po co ona tu w ogóle przyszła? A tak jakaś ważna sprawa, pewnie zaraz się dowie kiedy usiądzie przy swoim stole.
Maya Pearson
Maya Pearson

Różdżka : Mahoń, 11 i 1/4 cala, Łuska Chimery
Skąd : Walia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Yasmin Dinsbeer on Nie Mar 02, 2014 8:03 pm

Jako iż leniwej Yasmin nie chciało się ruszać z dormitorium, to przez kilka minut siedziała samotnie w ciszy, jednak ciekawość wygrała, musiała się dowiedzieć o co to całe zamieszanie? No bo jednak lenistwo nie mogło wygrać z ciekawością nie tym razem i nie na początku roku, tym bardziej że zdaniem blondynki nic się nie działo, a więc posiedzenie w wielkiej sali razem z resztą szkoły to jakieś wydarzenie, może jedzenie będzie i ktoś oberwie, no cóż różnie mogło się to skończyć, a więc z takim nastawieniem przyszła spóźniona Yas do Wielkiej Sali, od razu po wejściu rozejrzała się za jakimś znajomym, pierwszą znajomą osobą jaką dostrzegła była bulwersująca się różowa kula ucząca ulubionego przedmiotu Yas, czemu ona? Blondynka nie znosiła Umbridge chyba tak jak i cała szkoła, więc bystra dziewczyna domyśliła się że ten bulwers różowej landrynki ma jakieś podłoże, za pewne kobieta ma problemy psychiczne, no ale Yas nie jest psychiatrą więc nie jej to oceniać. Po chwili zauważyła swojego przyjaciela Theodora, do którego podeszła przeciskając się pomiędzy ludźmi.
-Cześć, o co chodzi z tą różową kulą?-
zapytała Yas szepcząc do przyjaciela, tak żeby Imbryk nie usłyszała że dziewczyna mówi o niej,
Yasmin Dinsbeer
Yasmin Dinsbeer

Różdżka : 10", głóg, włos jednorożca
Skąd : Oslo

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Mar 02, 2014 11:25 pm

Umbridge wysłuchała, co George miał do powiedzenia na temat Ślizgonów i spojrzała na nich mrużąc niebezpiecznie oczy. Gdyby tylko mogła użyć legilimencji... Niestety - tego nie potrafiła. Jakoś nigdy jej podobne zaklęcia nie wychodziły, a od kiedy raz zdarzyło się, że czar odbił się od tarczy przeciwnika i ugodził w nią samą, przywołując niezbyt wesołe wspomnienia, zrezygnowała z nauki.
bezbłędnie zidentyfikowała dwie spóźnialskie (no, trudno było inaczej, skoro nosiły barwy swoich domów i w dodatku usiadły przy odpowiednich stołach) jako Puchonkę i Ślizgonkę.
- Minus dziesięć punktów dla Hufflepuffu i Slytherinu! - huknęła - Nie toleruję spóźnialstwa, zwłaszcza kiedy wzywam wszystkich!
Trzęsła się ze złości, głównie dlatego, że nikt jakoś nie chciał jej powiedzieć, kto się włamał. Ale ona się dowie, na pewno...
W tym momencie jednak do Sali wszedł dyrektor - jak zwykle w wielkim stylu i patrząc na Umbridge z wyraźną niechęcią. Podszedł do niej szybkim, ale dostojnym krokiem, a jego jasna szata powiewała za nim przez całą drogę.
- Profesor Umbridge, czy to wszystko jest doprawdy konieczne? - zapytał. - Rozumiem pani frustrację, spowodowaną włamaniem do gabinetu i kradzieżą talerzy, zapewniam, że winni zostaną złapani i ukarani. Jednak czy rzeczywiście koniecznością było zebranie tutaj tych wszystkich uczniów i trzymanie ich, kiedy muszą się uczyć, a niedługo tez iść spać, by wypocząć przed jutrzejszym,pełnym nauki dniem?
- Tak, dyrektorze! - zaskrzeczała Wielki Inkwizytor Hogwartu. - Nie chodzi przecież jedynie o moje talerzyki! Chodzi o sam fakt włamania się do mojego gabinetu!
- Rozumiem. - Dumbledore pokiwał głową,opuszczając ją i splatając palce na podołku. - Jednak nie sądzę, by winni rzeczywiście teraz się przyznali. Jestem pewien, że są w pewnym sensie dumni ze swojego wyczynu...
Ja również, swoją drogą, bo to niełatwe zadanie i ciekawy pomysł. - przyszło mu do głowy, jednak nie dał nic po sobie poznać, a jego mina nie zmieniła się ani na jotę.
- ...mimo to nie podejrzewam, żeby teraz nagle wstali i grzecznie przyznali się, że to oni. Nikt również nie sprawia wrażenia, jakby chciał kogoś, jak to się mówi, wsypać. Nie widzę więc powodu, żeby trzymać tutaj wszystkich, a nie uznaję też odpowiedzialności zbiorowej. Bardzo więc proszę, żeby się pani uspokoiła. Kotki z pewnością się znajdą, winni również. A teraz... - odwrócił się w stronę uczniów - bardzo proszę, by wszyscy udali się do swoich zajęć. Do ciszy nocnej pozostały jeszcze trzy godziny, przypominam, że po tym czasie przebywanie poza dormitoriami i pokojami wspólnymi jest zabronione. Do tego czasu, jeśli ktoś ma ochotę pomóc i zyskać uznanie i nagrodę, możecie poszukać talerzyków profesor Umbridge. Jeśli ktoś z was je znajdzie, proszę je odnieść profesor Umbridge bądź innemu nauczycielowi. Dziękuję za uwagę.
Kiwnął głową, wodząc wzrokiem od jednego ucznia do drugiego i wyszedł, nie patrząc na "landrynkę", jak lubili ją niektórzy określać. Ona za to została oburzona i zapowietrzona, nie mogąc wyjść z szoku, że została potraktowana w ten sposób. Nie miała jednak argumentów przeciw temu, więc jedynie ściskała swoją różdżkę w palcach, kiedy część uczniów już również opuściła Wielką Salę.

/Mistrz Gry wie, gdzie są talerzyki, ale nie powie. Będzie Was za to pracowicie obserwował i jeśli zobaczy, że ktoś się zbliża do odpowiedniego miejsca w którymkolwiek momencie fabuły, powiadomi Was o tym. Ewentualnie jeśli ktoś ma ochotę teraz wyruszyć na poszukiwania, niech jako postać zastanowi się, gdzie te talerzyki mogą być, gdzie zacząć ich szukać i niech zadeklaruje się, w którym kierunku idzie. Mistrz wtedy da znać, czy postać dobrze myśli, czy niekoniecznie.
Oczywiście, można też zostać w Sali i dywagować albo robić cokolwiek innego, totalnie nie związanego z talerzykami.

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by George Weasley on Wto Mar 04, 2014 12:01 am

Nie dało się raczej nie zauważyć, że słowami i tonem wypowiedzi Ślizgona Weasley przejął się tak bardzo, że aż wcale. O ile jednak powstrzymał się od jakiegokolwiek słownego komentarza, niespecjalnie mając ochotę na dodatkowe użeranie się z Umbridge przez prowokowanie kłótni, o tyle prawdopodobnie można było dostrzec krótkie spojrzenie, jakie George wymienił z bratem. Jeśli zaś już się owo zauważyło, to dość łatwo można było zgadnąć, że Nott właśnie całkiem niepotrzebne ściągnął na siebie uwagę bliźniaków, prosząc się o udowodnienie mu w najbliższym czasie, że nadmierne wywyższanie się niezbyt popłaca. Może i nie teraz, ale - jak to mawiają mugole - co się odwlecze, to nie uciecze. W końcu, wbrew pozorom, bliźniacy potrafili być całkiem cierpliwi, czekając na moment najbardziej dogodny na to, by zaleźć komuś za skórę.
Zresztą, kto by tam sobie w tym momencie nadmiernie zawracał głowę jakimś Ślizgonem, kiedy to główną rolę w tym całym przedstawieniu nadal odgrywała Umbridge? A przynajmniej próbowała, bowiem dość szybko jej występ został przerwany przez wejście dyrektora. I choć George wraz z bratem mieli zamiar zastosować się do sugestii Dumbledore'a i tym samym ulotnić się zaraz po tym, jak padły pierwsze słowa na ten temat, warto było jednak zaczekać do końca jego wypowiedzi. Wzmianka dotycząca ewentualnych poszukiwań nieszczęsnych talerzyków okazała się być dość... inspirująca. Chociaż raczej nie należało mieć wątpliwości co do tego, że kolejne spojrzenie wymienione przez bliźniaków raczej nie wróżyło tego, by mieli oni zamiar starać się o uznanie nauczycielki Obrony Przed Czarną Magią. Wręcz przeciwnie...
- Stawiasz na Irytka? - mruknął George do brata, kiedy już razem z innymi uczniami skierowali się ku wyjściu z Wielkiej Sali.
- Wtedy pewnie szczątki talerzyków byłyby porozsypywane po całej szkole i nie byłoby problemu z szukaniem - nie sposób było odmówić tej odpowiedzi słuszności. Chociaż jednak wykluczenie poltergeista z grona podejrzanych nieco komplikowało sprawę. No bo... skoro kradzieży nie dokonali bliźniacy ani Irytek, to kto? Nie to, żeby nikt inny nie mógł wpaść na podobny pomysł, ale jednak zwykle od zrodzenia się pomysłu do jego realizacji była całkiem długa droga. I to właśnie ta droga eliminowała większość potencjalnych śmiałków.
Woląc jednak zabawić się w poszukiwaczy zaginionych talerzyków (i znalazłszy już nawet dla nich zastosowanie) niźli bezczynne siedzenie w Pokoju Wspólnym, bliźniacy nie potrzebowali nawet wymiany kolejnych zdań, by zdecydować, dokąd mieliby się udać. W końcu na początek wypadałoby zasięgnąć informacji z dość zawodnego, ale jednak wielokrotnie już sprawdzonego źródła - hogwarckich portretów. Te zwykle widziały dość sporo, a jeśli tylko miało się nieco szczęścia, można było się z nimi dogadać.
Dlatego też obaj Weasleyowie ruszyli w kierunku korytarza prowadzącego do gabinetu Umbridge, mając zamiar spróbować porozumieć się z portretami zawieszonymi właśnie w tamtym miejscu.

/ zt.
George Weasley
George Weasley

Różdżka : Wykonana z hikory, włos demimoza jako rdzeń, 11,5 cala

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Theodore Nott on Sro Mar 05, 2014 6:48 pm

Czy jego obchodziło co tutaj się dzieje? Właściwie to coraz mniej. Przestało się robić ciekawie, gdy ta stara wiedźma odebrała punkty Slytherinowi, a gdzie w tym momencie był Snape, żeby zaprotestować przeciwko tej całej dziwnej zbieraninie? On był chyba jednym nauczycielem, który miał trochę oleju w głowie. Ale czy coś mógłby zrobić skoro ta robucha jest z Ministerstwa? Wywrócił tylko oczami i zmierzył to różowe coś wzrokiem. Nie dość, że Yasmin w ogóle się przejęła jej pomysłem i przyszła do wielkiej sali to jeszcze miała mieć za to odjęte punkty? Tą babę do reszty pogrzało. Będzie trzeba to szybko nadrobić. Nie można oddać pucharu domów.
- Ktoś włamał się do jej gabinetu, ukradł talerzyki z kotkami i pewnie jakieś gadżety erotyczne, bo niewyżyta jest. Ale ciiii… Ma jakieś zdolności echolokacyjne dzisiaj – rzucił w kierunku blondynki wkładając ręce do kieszeni. To można już iść? Tak, niech jeszcze ten stary jełop się rozgada i wyrzuci ich prosto do łóżek. Na szczęście szybko się zamknął i można było zebrać się i wrócić do salonu Ślizgonów. Fajnie by było przypunktować u Umbridge. Co by o niej nie powiedzieć lepiej mieć ją po swojej stronie. Po pierwsze pracowała w Ministerstwie, a po drugie była przeciwna pomysłom Gryfonów, których bardzo wkurzała. Można ją było wykorzystać do sowich celów. Ale komu by się chciało szukać jakiś talerzyków z kotkami? Na pewno Nott miał lepsze rzeczy do roboty.
/zt
Theodore Nott
Theodore Nott

Różdżka : 12 i ¾ cala, włókno ze smoczego serca, cis, twarda
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wielka Sala

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach